regina at ownlog '06

Maroko


Link 03.08.2008 :: 11:24 Komentuj (0)
Wyjeżdżam, mój laptop zatopiony czeka aż rozbiorą go na części i sprzedadzą, także cisza tutaj, jak zawsze zresztą. Po burzy.



muzyczne podsumowanie zmian


Link 03.08.2008 :: 11:23 Komentuj (0)
Zdecydowanie łatwiej i szybciej jest przedstawić muzykę towarzyszącą, a raczej tak prawdziwą jak wydarzenia z ostatnich 3 miesięcy.

1. ( jak zawsze) E. Geppert - Kocham cię życie
2. E.Geppert - Szukaj mnie
3. Michał Bajor - Albertyna
4.Młynarski - Ballada o tych co się poczuli za pewnie
5. Bajor - Twoje Serce
6. Bajor - Nasza niebezpieczna miłość

polecam " Prawie Całość " Młynarskiego - można kupić na merlin.pl


ul. Gołębia


Link 19.04.2008 :: 02:06 Komentuj (0)
Idziemy Gołębią, jeszcze dosyć trzeźwe i zastanawiamy się nad tym okropnym obrusem, mało reprezentatywnym, nad sztucznymi kwiatkami ułożonymi na nim, nad paskudnym widokiem, który to jest z pewnością nieadekwatny do naszej ulubionej przestrzeni w Krakowie. A obrus ten jest częścią witryny lokalu o nazwie : Gołębia. Już dawno przestałyśmy o tym myśleć, dalej zmierzamy na pocztę, a tam jakiś mężczyzna, zapewne impotent, albo zdrajca, albo łotr, cokolwiek co by świadczyło o jego głębokich problemach, jest dla nas niemiły. A może to mnie się coś zdawało, bo przeniosłam się do innego świata, byłam bohaterką filmu Miś i wcale nie byłam rozbawiona. Nieważne. Jak wszystko zresztą. Od początku. Przyjechała do mnie Natalia, moja najdroższa przyjaciółka, razem z Kopą od kilku dni kłóciłyśmy się o to, gdzie ją zabierzemy. Były to dwa ośrodki : Kraków nowoczesny, Kraków historyczny. Tajka dostała wizę, rano zaraz po wspólnym wieczorze podążała, bo kwitek, po coś co zadecyduje o jej całym życiu. Poczułam się dziwnie bezpieczna, kiedy obudziłam się obok dwóch znanych mi twarzy, jakby taki powrót do miejsca : tak powinno być, bo tak kiedyś bywało często.
Szłyśmy ulicą świętej Anny, kiedy usłyszałam krzyk : Regina uważaj! A dodać muszę, że dźwięk dochodził później, że moja reakcja była bardzo opóźniona. Zaczęły dzwonić dzwony, patrzyłam się w niebo i byłam szczęśliwa, trwało to sekundę - odwróciłam się, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Kierowca taksówki miał spuszczoną głowę i dłońmi zakrywał twarz. W ten sposób Tajka mnie uratowała, albo te dzwony, albo cokolwiek, czego nie znam i nie widziałam.
Wpadłam w panikę, że to był znak, żeby nie wsiadać do autobusu. Mam problemy z przemieszczaniem się gdziekolwiek, jedynie toleruję pociągi, statystycznie nie sprawdzałam ile jest średnio wypadków na rok, ale zaufałam intuicji, że na pewno mniej niż autobusów. Obraziłam się śmiertelnie, zaczęłam stosować najgorszy rodzaj buntu : odwal się ode mnie kopa, odpieprz się...
Wsiadłam i się zaczęło:
kopa : ej Rega ty się naprawdę boisz?
rega : no boję się, a co
natalia : hmm ale ja sobie naprawdę nie podaruję, jeśli my przezyjemy, a ty zginiesz.
kopa, natalia :histeryczny wybuch śmiechu
I w takiej oto atmosferze wracałam do Tychów, blada, spocona, z wizją śmierci krążącą nad autostradą.
Teraz siedzę w pustym salonie, wszędzie świeczki i w związku z tym przywołuje kolejną refleksję o moim niezużytym potencjale energii.

Suszyłam włosy nagle ten cholerny sprzęt zaczął płonąć. Spanikowana wyłączyłam suszarkę z kontaktu i jakoś ocalałam. Na drugi dzień zużyta została żarówka w łazience, a mnie się niekoniecznie chciało kupowac następną.
Dzień trzeci : komputer przestałam reagować wlaściwie, poczęłam usuwać trojana i nagle wybuch, nie ma światla, korki wysadziło, mnie kopnął prąd, no i czuję smród. Na kabelkach znam się tyle co nic, jedyne co to naprawiłam światło i tyle.
dzień czwarty : postanowiłam się wykąpać, zapaliłam świeczki, wykonałam czynność, wychodząć zapominając o zgaszeniu. Mija kilka minut i czuję smród, wchodzę do łazienki, a moja biała szafka w płomieniach plus ręcznik oczywiście. A ja zamiast prysznic włączyć, to rączkami z kranu wodę nalewam ( kretynizm) i zamiast o życie walczyć to o tą cholerną szafkę i dobrze, bo przeżyła.

wniosek : nadmiar skumulowanej energii należy jak najszybciej zużyć.





Wisłaaaaa


Link 15.04.2008 :: 19:06 Komentuj (0)
No więc zaczynijmy od czkawki, którą mam już od dłuższych pięciu minut, które przeraźliwie długo trwa, bo to zimno, bo w ogóle denerwująca sytuacja. Wybrałam się z Karlą na rower i rolki iw duacie takim krążyłyśmy po rynku i Kazimierzu i wpadałyśmy na coraz to piękniejsze okazy. A tak w ogóle dzień mistyczny jakiś, komputer spalony, także wpisuje bzdety w cafe, pieniędzy brak także byle zmieścić się w dziesięciu minutach, później dom, tradycjnie książka i spanie.
Spałam u Karoliny wczoraj i to jej mieszkanie jakieś takie psychodelicznie klimaty wprowadza zaraz po przebudzeniu, gdyby nie ci robotnicy co natrętnie usiłowali mnie obudzić swoim spadającym w otchłań tynkiem i kurwy dopowiadali, które to mnie sie wydawały z połączeniem barwy ich głosu aż nazbyt dokuczliwe to bym do końca wierzyła, że w innym świecie żyję.

Póki co dom, jutro z rana wpis jakiś załatwić trzeba, później ćwiczenia i tradycja - środa rośnie w siłę.
Tymaczem żegnam, bo więcej jak 1 zł na cafe nie posiadam.

Regola - vel - Ludwik XIV jak to karoline dzisiaj stwierdziła.

Tak poza tym to całkiem dobry humor mam. W ogóle jakoś to życie ostatnio staje się coraz bardziej prostsze w swoich zawikłaniach. wiosna przyszła niespoziewanie i się głupia rega z tego cieszy. no tak po prostu.

Tak w ogóle to się odkochałam i zakochałam. czyli banał powstał z banału ale jaki.



Owady


Link 13.04.2008 :: 14:05 Komentuj (0)
Człowiek odbiera telefon, tak? Rozmawia sobie spokojnie o minionym dniu, nawiązuje się dyskusja, jest coraz ciekawiej, przy otwartym oknie, siedzi sobie taka niewiasta jak ja na parapecie, do tego popija kawę, podziwia widoki ( Kapucynowie spacerujący po ogrodzie, w którym jeszcze nigdy nie miałam przyjemności być, ale zamierzam się tam wkraść dzisiaj w nocy, to taka głupia wstawka). No. I osa. Olbrzymia, paskuda osa próbująca mnie zaatakować, czy to debilne stworzenie nie zdaje sobie sprawy, że ja się jej cholernie boję, że prawie zawsze jak jest w pobliżu mam stan przedzawałowy, że to paskudztwo jest bezszczelne, to wiadomo, ale żeby do mieszkania, tak nachalnie, nie zaproszonym. Jak mężczyźni, mówisz nie: a oni nadal, natarczywie, dla sprawy bo Korwin Mikke stwierdza, że myślą tacy bardziej logicznie niż kobiety, ale jakoś słowa "nie" nie umieją zinterpretować poprawnie, i tutaj właśnie doszukują się aluzji. Nie, to znaczy myśli tak tylko zaproponuj jeszcze raz, nie w znaczeniu nie, nie w znaczeniu być może kiedyś, nie w znaczeniu ale jestem napalona, nie czyli nie, ale tak naprawdę to tak. Uffff.
Ale wygrałam z nią. Osa zgnieciona. Wszystkich miłośników tego stworzenia boskiego prosze o wybaczenie, naprawdę.

Kopa.

Z tym osobnikim właśnie dyskutowałam. Wspominałam wczorajsze zajęcia z Romanem Honetem, zatytuowane : " Kobiety w poezji". Statystycznie mniej kobiet pisze, mniej zdobyło ważne nagrody naukowe, postawienie pytania dlaczego, lub postawienie tezy, że mężczyźni są lepsi ( głupi wyraz ale nie chce mi się konstruować jakiś długaśnych zdań - zepsuta klawiatura) jest czymś nad czym nie warto się zastanawiać, tracić energię na tłumaczenie : wiadomo, prawa wyborcze, dopuszczanie do uniwersytetu, zapominanie o państwach islamskich, hermetyczność pewnych środowisk, proces społeczny, zmiany, które będą trwały i trwały i te cholerna socjalizacja w takim a nie innym duchu przekonań. I ja właśnie o tym z kopą godzinę miałam przyjemność rozmawiać.
kopa: Regina, to skąd w tobie taka fascynacja Korwinem?
regina : bo jest zabawny

ihm.Fatalna odpowiedź.
Chyba kotek to jest tak, że im bardziej ktoś nad odpycha tym bardziej tego pragniemy, jak te osy. Rozumiesz? Tylko tutaj ja jestem owadem.





dziwki i zdrowy tryb życia / for P


Link 09.04.2008 :: 01:46 Komentuj (2)
- Uwierz mi mężczyźni wolą dziwki. Instynkty. A ten twój jak tam mu, mooooożemy się założyć ( bełkot), że będzie prosta, bez wykształcenia i każdy będzie się dziwił.

No mnie to osobiście mało interesuje, ale z doświadczenia wynika, że już przegrałam.
Ostatnio rządzą w moim życiu stereotypy, nie w znaczeniu idealistycznym, co poprzez praktykę, doświadczam ich obecność.

a tak w ogóle. sport. Grałam w squasha, później trzy godziny zbliżenia z naturą i jakoś zaczynam dochodzić do standardowej kondycji, chociaż przyszło mi to z trudem i "lekkim" bo aż dwuletnim opóźnieniem. dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę, jaką ciepłą i rozlazłą kluską się stałam, przeobrażenie, którego nigdy bym się nie spodziewała.

Wczoraj przeprowadziłam się do biblioteki, sporządziłam liste książek przeczytanych, tych,które rozpoczęłam i do których zamierzam w przyszłości zajrzeć, tłumaczyłam teksty piosenek i poczułam ulgę. Regina M. znowu staje się sobą.

Wyrachowanie.

Zazwyczaj dominujące cechy mojego charakteru były dla wszystkich aż nazbyt widoczne, ambicja, upór i cholerna potrzeba odizolowania. Nikt nie mógł mi w niczym przeszkodzić, cokolwiek się działo po trupach szłam do celu, problem w tym, że tym trupem można okreslić tylko moją osobę, z nikim lepiej nie walczyłam co z własnymi słabościami. Przeciwnik jest mi znany, szansa na wygraną jeszcze bardziej. Wolałam odbijać o ścianę, niż grać przeciwko komuś, wyżywać się na sobie, nie analizować i zastanawiać się dlaczego tak a nie inaczej.

" Mężczyzną wydaje się, że rządzą światem, nam, że nimi, a tak naprawdę władzę mamy póki im stoją, później zawsze stajemy się żałosne w swoich uniesieniach i uczuciach. Zapewne mdli ich od tego taniego sentymentu."

I widzisz moja droga, nie zamierzam reszty życia spędzić zmywając cudze talerze, dzielić z kimś łóżko, pilot od telewizora, łazienkę, nic co cudze nigdy nie będzie tak naprawdę moje. Jego seks, a nie zdrada, jego problem, a nie znużenie, jego wszystko na nie w mojej pościeli.

Kiedyś Grzegorz mi napisał : ta beznadziejna potrzeba bycia z kimś i dzielenia się kawą nad ranem.

A mnie zaczyna mdlić na samą myśl oddania tego jednego poranka komuś innemu. Przeżyłam ostatnio najzdrowszy przełom, idąc ulicą nagle znane mi uczucie. Też nie ten. Nikt nie będzie tym. Za każdym razem dziwne uczucie wstrętu, ktoś wtargnął na jakiś czas do ciebie i wydaje mu się, że w związku z tym może mieć jakieś roszczenia, że zasługuje na specjalne miejsce w twojej pamięci, że jesteś cokolwiek winna, kłamstwo, wytłumaczenie, ostatni raz, rozmowę, uśmiech przy przypadkowym spotkaniu, żałobę - nic bardziej mylnego. Jako osoba, którą raz w życiu porzucono, zapomniałam o tym nieustającym obrzydzeniu. Nie rozumiem zdrowych związków. Jeżeli coś się wypala to na zawsze. Na czas tak długi, dopóki intymne zbliżenia znikną z pola widzenia.


Być tą starzejącą się kobietą, która koniecznie musi spędzić wieczór z mężem, obejrzeć na wspólnej i przytulać się wiedząc, że na pewno zrobił to z inną kilka dni temu,może miesiąc, rok, ale na pewno będzie miał ku temu jeszcze sporo okazji. Spłycać do minimum jego inteligencje, próbować sobie wmawiać, że tak powinno być dla ratowania rodziny, czegokolwiek bez czego da się funkcjonować, że ten strach jest przenoszony za każdym spojrzeniem w kierunku nam nieznananym, że później będzie za późno, zeby powiedzieć : wypierdalaj, pakuj letnie i zimowe. Że przerażająca pustka będzie debilnym przyzwyczajeniem bez którego nie da się dalej żyć.
Że tak nas kurewsko głupio wychowano, mężczyźni zdradzją, bo takie małe główki mają, ale i tak bardzo mocno musimy ich kochać, za te kilka mięśni do noszenia siatek.


Więc uroczyście sobie przysięgłam. Nie przeszkodzi mi nikt w tym co zamierzam zdobyć. Nie zatrzymam się nawet na sekundę, żeby się zastanowić, czy mam rację. Każda inna droga to żenujące poświęcenie. żenująca forma rodziny. Koleżanki, którym się wmawia przy siódmym romansie męża, że to taka nieszczesna wpadka, bo tak naprawdę jestesmy bardzo szczęsliwi.

Puszczać się z każdym i zawsze mieć genialne wytłumaczenie : natura. Udowodnione naukowo.

Gdyby chociaż ten cudowny mechanizm natury był po mojej stronie byłabym wdzięczna.

To nieustanne ukrywanie prawdy,wymuszanie na sobie decyzji w imie wyższych racji, że tak wypada. że tak kurwa zawsze wypada być w porządku.

na koniec
kochanie dziękuję ci, że to czytasz i się tylko uśmiechniesz
i że kiedy odejdę sam zmienisz mój adres zamieszkania

for P;*



Lejdis


Link 06.02.2008 :: 20:13 Komentuj (0)
Byłam. Widziałam. Zaskakujące podobieństwo. Napiszę za kilka dni więcej, jak na razie brak czasu na cokolwiek.

Radio Wawa


Link 01.02.2008 :: 12:37 Komentuj (1)
Wsiadam do pociągu, osobowy, zajmuje miejsce, przede mną typowa staruszka, nie wiem jak ktoś interpretuje ten przymiotnik, dla mnie wiadomo. Coś tam o chorobach zaczyna się toczyć dyskusja i nagle zbiera mi się na wymioty, nie żebym jej słuchała, ale tak jakoś. I ratuje mnie poczucie odpowiedzialności, estetyki itp itd. zasyfić osobówkę jeszcze bardziej - niemożliwe?
Wchodzę do mieszkania, nie ma światła, lodówka śmierdzi, ten dzień jakiś taki fizjologiczny mi się wydaje, ale z pewnością nie zmysłowy. Komputer nie działa, spalone XXXX, nie znam się na tym, ale stwierdzam, że trzeba kupić przedłużacz.
Zaliczenie przebiega w miłej atmosferze, więcej takich a studia będą lżejsze. Zresztą przedmiot ciekawy, mdłości mijają. Wracam do mieszkania ( po drodze mnóstwo detali). Kopa : to co wychodzimy? A ja czekam na Odwróconych, w łóżku, herbata i takie tam maseczki, balsamy, pierdoły, nie ma szans, żebym się pokazała ludziom, zresztą Blacha, Sikora, no muszę zobaczyć finał. Koniec. Pustka. Znane uczucie.
Myślę : jadę do Sopotu jutro. Chcę zobaczyć morze. Trochę wolności w wizji przyda mi się, ale wszędzie te problemy techniczne, a za ile, a kiedy wrócę, pytania cyrkulują w powietrzu. Noc była ciężka, jeden pokój, coraz głośniej, w ciemności kształty są bardziej mgliste, wyobraźnia pracuje, czułam się jak dziecko, nie ma pluszaka, nie ma snu.
Muszę spotkać się z G. Wysockim i nie mam kiedy, odpisać na maile, odebrać telefon, coraz bardziej przygniatają mnie proste czynności. Po egzaminie, zdajesz i zapominasz, ja oblałam najważniejszy proporcjonalnie do długości życia i cały czas o nim myśle, analiza jest zbędna, pytania w stylu co by było gdyby wykluczone, raczej pewien element retrospekcji, który wiąże mnie z ziemią.
Przed sesją prosiłam : nie męcz mnie. Ale ludziom się spieszy, zawsze i wszędzie ich zdanie musi być piorytetowe, emocjonalne zaburzenia, lepiej zrzucić na kogoś, podzielić się cierpieniem. No i wybrał sobie jednostkę, nieadekwatnie do czasu i okoliczności. Nie posiadam umiejętności wyolbrzymiaia negatywnych uczuć, raczej bagatelizowania doświadczeń, może dlatego zawsze popełniałam ten sam błąd, w każdym razie odczuwam smutek. Najzwyczajniejszy z całą serią komplikacji, żadnych zmian, postanowień, wychodzenia w nocy, po prostu musi minąć.
Człowiek chcąc, nie chcąc musi obcować ze swoją przeszłością i taka perspektywa wcale nie ułatwia funkcjonowania. Dziwne, po raz pierwszy nie histeryzowałam, cała sytuacja wydawała mi się groteskowa, oskarżenia nudne i schematyczne, przeciwnik mało inteligentny, merytorycznie nieprzygotowany, negacja starych przekonań, wyobrażeń o partnerze męczy, irytujące roztrzęsienie drugiej strony.
Najlepsze zdanie jakie usłyszałam brzmiało: Wierzę, że tego nie chciałaś, ale twoja podświadomość na pewno. Wyrok : Jesteś winna. Ciekawa interpretacja sytuacji rzeczywistej. Odpieranie takich argumentów żenujące, aż w końcu dochodzi do kryzysu, w celu zrozumienia takiego toku myślenia, zaczynasz czuć się winna. Czuję się jak w procesie o uprawianie czarnej magii, każdego można obwinić, liczy się siła perswazji, na mnie, tu mi przykro, nie zadziałało. Powiedział, kiedyś, że ludzkie nieszczęścia zawsze są spychana na margines swojego postępowanie, szukamy winy w otoczeniu. Z taką osobowością nikt daleko nie zajdzie. Także życzę powodzenia w doprowadzeniu swojej psychiki do porządku dzienego.
Tymczasem kolejna herbata i łóżko czekają na mnie z utęsknieniem.



Lista przebojów 29.01.2008


Link 29.01.2008 :: 15:02 Komentuj (0)
1. Trudno tak ( nam razem być ze sobą) Nosowska/Krawczyk
2. Jeżeli kochać to nie indywidualnie - Kabaret Starszych Panów
3 Na strunach szyn - Michał Bajor
4. Chciałbym umrzeć z miłości - Myslovitz/Nosowska
5. Przyszła do nas miłość - Michał Bajor
6. Le jour ou la pluie viendra


Obudź mnie


Link 19.12.2007 :: 02:22 Komentuj (0)
Dworzec w Katowicach.

Rajstopy spadają coraz bardziej, zaraz będą na długości kolan, trzeba tylko dojść do kiosku, podchodzę i zdobywam coś podobnego do rajstop za cenę dwóch złotych, tyle jeszcze mam. Kupuję, zostawiam bagaż u pań sprzedających książki i schodzę do łazienki, kolejne dwa złote. Kurestwo zrobili z tym płaceniem za potrzeby fizjologiczne. Brak przekleństw wobec tego oszustwa nie obowiązuje. Udaję miłą i zadowoloną, w kabinie zmieniam rajstopy na pseudorajstopy, ale przynajmniej nie spadają, wracam i słucham : - Bo to kurwa na dziecko z Ukrainy mają tak ? – tonem dezaprobaty pierwszy głos. Ano a ja moje dziecko chore to nikt nie pomoże – Tusk powinien dać teraz wszystkim. – Mnie się wydaje, że skoro z naszych pieniędzy to powinno iść dla nas – pierwszy głos agresywnie. Nagle milczą, ja wynurzam głowę zza książki ( autorka podobno wszystkich pamiętników księżniczki, bardzo znana i w ogóle wybitna P I S A R K A ), a one milczą. No już zaczęło robić się ciekawie, a te bezszczelne babcie nie chcą dać mi posłuchać, nic, czekam nadal i przeglądam romanse, podchodzi nagle M.B i się denerwuje, ale chyba nie widział, co trzymałam w ręce.
W mieszkaniu znowu. Tym razem nie czerwone a zielone skarpetki, dwa swetry, koc i dużo, dużo kawy. Standard. Telewizor włączony, dwie Czeczenki najeżdzają na polską administracje, nie mają gdzie spać, MY ich oszukujemy, MY ich traktujemy jak bydło, panimajesz – ciągle słyszę ten wyraz, za każdym razem tak jedna kobieta kończy zdanie.
Nie, ja nic nie rozumiem, więc czytam w necie jakie są ich prawa, zaczynam myśleć coraz więcej, dochodzę do wniosków, że albo jestem suka, albo opozycyjnie, tleniona fanatyczka telenowel, nie wiem co gorsze, w każdym razie muszę sobie zapalić.
Edyta Gepert – Kocham cię życie. Otwieram okno, siadam na parapecie, patrzę się na klasztor i widzę go inaczej, jakby gęsty dym, który rozszerza swoją powierzchnię, percepcja zawodzi, jestem już w innym miejscu. I mówię sama do siebie : oni kiedyś chodzi pod moim oknem, ktoś tutaj mógł umrzeć, ktoś przeżyć orgazm, czy jest jakaś skala prawdopodobieństwa co wydarzyło się na ulicy Studenckiej, czy ja jestem już częścią tego miasta, czy tylko fragmentem, który nie powinien nigdy się przyłączać, wyjadę i zabiorę ze sobą wszystko, czy historia może umrzeć, zanim się tak napradę narodzi? – śpiewam kocham cię życie, coraz głośniej, niech wszyscy słyszą, bo nagle zaczynam bardzo się bać, że już niedługo ktoś odbierze mi samotność, odbierze moje prawo do refleksji. Znacznie łatwiej jest żyć z wyobrażeniem życia, Grechuta śpiewał i ja powtarzam, to co mnie spotka, będzie moim zbawieniem, ale jeżeli będzie gorzej? A może przyjdzie taki dzień, kiedy będę musiała uciec, ale będę za daleko, za bardzo przywiązana do swojego imienia i nazwiska, moja rola stanie się coraz bardziej wymagająca energii, a mnie nie starcza już sił na skasowanie biletu w tramwaju, traktuje to jako wyzwanie, tak samo jak wypełnianie dnia jest męczarnia. Cel jakby został wchłonięty gdzieś po drodze i coraz bardziej traci kontury, paradoksalnie patrząc w to czarne niebo myślę z zaciekawieniem jak skończy się ta książka i chyba już wiem, że najlepsze sceny są za mną, w tych ścianach, w tym ohydnym dywanie, brudnych filiżankach, przypalonym parkiecie, w tych palcach, które ledwo trzymają kubek, trzęsę się z nerwów, ponieważ ogarnął mnie taki spokój, że powoduje nerwowość. Niech ktoś zadzwoni, niech ktoś powie: wyjdź ze mną. A ja odpowiem nie. Ale będę wiedziała, że wieczór mógł zakończyć się w innym miejscu i nie z własnymi myślami. Fascynuje mnie moja alienacja, nie przyzwyczaiłam się do niej jeszcze, ale jest bardzo ciekawym doświadczeniem, szczególnie estetycznym – zielone skarpetki.
Ćwiczenia – studia.
Wstałałam ok. 15:00. Mam problem – myślę. Pódję do lekarza- stwierdzam. Ciśnienie, za mało cukru, nie wiem, nie znam się, w każdym razie dobrze, że jadę do domu, tam terror wstawania mnie dopadnie i nie będę musiała wzdychać przez resztę dnia, ile to zmarnowałam czasu, ile to snów zastąpiło mi rzeczywistość, ile nie zapisałam, albo zrobiłam to będąc wyczerpana. W każdym razie mam ćwiczenia, więc postanawiam na nie pójść, włosy mokre, robię pseudowarkocz i biegnę. Wchodzę do sali trwają zajęcia, dyskuja o globalnej marce.
- A pani co na ten temat powie, czy może znowu czyta pani coś innego – doktor anonim.

Kurwa myślę tak. Akustyka sali fatalna, po pierwsze nie wiem jakie było pytanie, po drugie ku mojej satysfkacji, fakt, przypadkiem, ale czytałam akurat to co czytać miałam. Ktoś tam wybawia mnie i pyta się o powtórkę pytania, coś tam mruczę pod nosem, ale koniec nie nastąpił. Wypadam z roli studentki. Próbuję zachować dystans, ale nie wychodzi mi to, cały czas ja jestem masą studentów, a oni masą wykładowców, dopóki, ktoś nie stanie się dla mnie imieniem i nazwiskiem i namacalnym człowiekiem nie stanie się cud, skupienie nie nastąpi.
Bo uczę się poprzez dyskusję. A że jestem cały czas nierozumiana, więc popadam w melancholię na większości zajęć, ignorancja dwustronna. Zresztą sen. Ostatnio zdewaluował codzienne czynności, ogarnia mnie inna rzeczywistość, co najważniejsze zawsze mogę się obudzić, więc jestem bezpieczna, i także zasnąć, jest dobrze – stwierdzam.
Leci bananowy song – VOX. Wiadomo. Wspomnienia.

Niewiadomo co z Sylwestrem. Czwarty rok znam M.B i znowu nie z nim. W sumie nie zależy mi na tym, ale dla zasady wypadałoby chociaż raz. Zresztą wkurza mnie to, że zawsze w takich miesiącach mnie zostawia, że mam wizje i one są realne, ale nikogo do nich nie można nakłonić, więc czekam na spełnienie z kimś innym. Cenzura. No i Kopa pewnie by i o tym chciała poczytać,spotykamy się na mieście, rozmowa o wszystkim o najważniejszym zapominamy, bo są inni, inny, nie wiem sama. W odległości bliskiej i dalekiej, są i jest dobrze, ale bez nich nie czuję się wcale gorzej, na tym obecnie zależy mi najbardziej.
Jutro kupujemy prezenty. Sprawdzamy stan kont, a później myślimy. Będziemy piły wino grzane na rynku, śmiały się z naszych pomysłów i obgadywały mężczyzn. Próżnia intelektualna, a jednak przyjemna.
Preseminarium. Doktor anonim jest hmm jest dobry, w sumie mój ulubiony, to ten od posiadania imienia i nazwiska i twarzy. I mówi tak : na necie są materiały. Dzwonię do koleżanki z roku, nie odbiera, hmm no a coś tu wypada zrobić, to jak? O czym oni mogą pisać, same wstępy jak na razie, tematy mi nieznane, ale i tak poczytam, coś wymyślę, nie pójdę spać dzisiaj, postanowiłam, zadzwonię o 7:00 jak już wstanie dziewczę i dowiem się, a później pojdę biegać i może obudzę się na zawsze.




kult barbarzyńców


Link 18.12.2007 :: 02:28 Komentuj (0)
Kultywowanie cierpienia / scena I/scena II/scenaIII/


- Oblałam II. rok studiów, będę musiała powtarzać – wydusiłam z siebie, po czym zaczęłam szukać kolejnych znajomych na portalu nasza-klasa, po czym równocześnie weszłam na jakąś hiszpańską stronkę, że to niby trudne tłumaczenie robię. Wizję miałam niesamowitą : Załatwić formalności, szukać pracy, albo i nie, odpoczywać, godzinami pisać, siedzieć w mieszkaniu w szaliku i bluzie, ohydnych czerwonych skarpetkach do kolan, pić szóstą kawę, ewnetualnie pójść na jogę, albo zacząć biegać o 6:00 rano, będę miała wolność, cokolwiek ona oznaczała, chociażby dużo więcej obowiązków, to byłyby one jednak innego format, być może bardziej zmuszające do odpowiedzialności, być może bardziej atrakcyjne, czułam się komfortowo z tą wiadomością.
Rodzice. Siostra. No co tu dużo pisać. Każdy młody człowiek może się domyśleć jak wyglądać może taka scena, jak irytujące mogą być w takim momencie pytania, częstotliwość ich powtórzeń aż zbyt drażniąca, próby przybicia emocjonalnego, wysiłek ażeby się opanowywać, bo tak naprawdę wiemy, że się nic nie stało, oni też to wiedzą, ale z wiadomych przyczyn nie mogą tego okazać, więc każdy z nas gra rolę. Obserwuję i w sumie tak musiało być, przeraziłaby mnie inna reakacja.
Idę na basen. Nieważne jest miejsce i czas, ważne, że dotykam wody, albo ona mnie i czuję się dużo lepiej. Później sauna. Rozmawiam z przyjacielem. O pierdołach i to mi się podoba. Wolność : powinnam swobodniej oddychać tymczasem, wychodzę i wydaję mi się, że mdleję.
Poddaję się temu uczuciu. Muszę uważać, kultywowanie własnej słabości ostatnio przerosło mnie i moje poczucie humoru. Właśnie ja o tym chciałam pisać. Wiadomo, jak każdy opisuje pierwszą fazę zakochania, ptaszki, kwiatuszki, ogólnie sraczka melodramatyczna. Że nigdy czegoś takiego nie przeżywałam, a jeśli już to trwało to to momentu w którym wytrzeźwiałam, a przynajmniej pozbyłam się kaca, to bardziej pogrążałam się w stadium miłości tzw. dojrzałej, a że było to dosyć niefortunne trafienie to tym bardziej się z tego cieszyłam. Bo wiadomo. Jak tu opisać nudnego frajera, który dzwoni do ciebie rano i mówi : kochanie czekam na dole z kawą i śniadaniem. Ileż to razy przypominałam sobie taką sceną. Ja przygarniam go zgłodniała i tak zamykamy się w tej sielance na kilka godzin, a nawet dni. Oczywiście to takie wszystko spontaniczne, żeby nic nie planować, ale wiadomo, że będzie.
Retrospecja. Mam 17 lat, jesień, zbliżają się moje osiemnaste urodziny, wstaję przeważnie około godziny szóstej, tym razem ktoś dzwoni godzinę wcześniej. – Halo….- poirytowana odbieram telefon. – To ja ( tutaj full dyskrecja, oczywiście on i tak wie, że to o nim mowa, więc w sumie powinnam mieć to w dupie). Pierwsza myśl to pójść spać, a później ściemniać, że się nie pamięta rozmowy, ale nie bo to młode jest, jeszcze zacznie śpiewać, matka nie znosi fałszu, siostra hałasu, a ojciec kogokolwiek z penisem w majtkach w pobliżu jego córki,
Więc bluza, myję zęby. – Czego? – wrzeszczę. Jak to czego? A słońce, a kochanie, a buziaczki, a prosiaczku i w ogóle żenada. Wracam do łóżka. Nie wiem, kto był bardziej wkurwiony ja czy on. W każdym razie to na pewno był koniec „ miłości”. Albo dzwoni kiedyś pewien kandydat i mówi tak, że skoro rodziców nie ma to wpadnie. To wpadaj. I tralalalal gadanie o niczym, bo o czym można w tym wieku rozmawiać i całowanie i takie tam inne. I nagle patrzę na zegarek. Kurwa, zawieź mnie na trening. – Facet gotowy. Pion i inne atrybuty, ogólnie wszystko nagle opada, tło ( tani romantyzm), bo rozwrzeszczana nastolatka musi być na treningu. Błagam panowie unikajcie tych ok. 30 ( w każdym zdaniu ukryte jest słowo dziecko) i tych nastoletnich ( w każdym słowie jest histeria). No a później trafia się typowy dupek. No taki nawet przerysowany, nie jakaś tam postać negatywna, raczej delikatna, tyle, że mało poukładana. Ogólnie to nikt, kim powinno się zajmować dłużej niż do momentu, kiedy nasze drogi się rozstają,ale bo to tu okazja, później tam, później przyzwyczajenie i taka nudna gra miłosna. I fajnie było, no kurewsko fajnie, wymyślać sobie po nocach, że gdyby on kochał jak tamci, gdyby on chociaż troszkę jak tamci był, odrobinkę dobry, może by tak powiedział chociaż, raz, ale naprawdę tylko raz kochanie, albo w ogóle kwiatka, najtańszego, ale żeby dał od siebie. Kultywowanie takie cierpienia jest nad wyraz przyjemne. Możesz opowiadać znajomych na jakiego to drania trafiłaś. Możesz innych na litość brać, mówić po drugiej butelce wina o sensie miłości, dzwonić o czwartej nad ranem do niego, wszystko możesz, takie upośledzenie jest usprawiedliwione. A już najlepiej w nocy. Jak ma inną, to płaczesz i możesz później o tym napisać, jak nie ma innej to myślić o tym, jaką mógłby mieć, albo która była lepsza. Nuda…..Jak piszę to ziewam,a co dopiero przeżywać w całości. A tak w ogóle to super jak już coś zrobi on dla ciebie miłego. A na drugi dzień spcecjalnie pierdolisz, żeby nie było za dobrze, bo co z kultem? Z misją???
Frajda.
Frajdą jest KULTYWOWANIE WŁASNEGO CIERPIENIA, w związku z tym mam poważny problem. Od miesiąca przeraża mnie moje dobre samopoczucie. Aż zastanawiam się, czy nie pójść do jakiegoś lekarza. Kopa: jemy dzisiaj w Dynii ( Dynia = przystojny kelner) i opowiadamy ( cenzura). Wchodzi Ala i wchodzi Adam, dyskusja trwa, a to o pomyśle założenia Interdyscyplinarnych Warsztatów Retorycznych, a to o romansach nagromadzonych po weekendzie, seks i inne sprawy. Wracam do mieszkania, czerwone skarpety : są. Szalik: jest. Kawa: jest. Redbull : jest. Tańczę sobie po pokoju, robię prezentację na angielski, bazgrzę jakieś pierdoły na blogu, rozmawiam o sylwestrze, jest przyjemnie, jeszcze nigdy tak nie było i się boję. Czyżbym zmieniła wiarę? Więc na chama próbuję sobie mój obiekt wizualizować i nie udaje mi się, później byłych tak dla zasady, tutaj obrazy są jeszcze dalsze, przyszłych, też nie wychodzi, więc nadal czytam, więc to już druga książka przynajmniej dzisiaj, byle do 5:00 rano. Naprawdę szczęśliwa. Da się. Kurwa no da się żyć bez miłości.


Głowa


Link 04.12.2007 :: 11:45 Komentuj (0)
Za każdym razem jak boli mnie brzuch stwierdzam, że nie ma gorszego cierpienia, później doświadczam innych bóli i statystycznie prowadzi zawsze to co jest aktualne. Dzisiaj np. ta głowa. Położyłam sie ok 24. czyli jak na mnie wcześnie.
i lewa strona i prawa i nic. Głowa pulsowała w każdym miejscu, senne wizje, chyba koszmary nie wiem, w każdym razie niewyspanym jestem dzisiaj człowikiem, nadal migrena, czy to stres, czy coś innego co tam w głowie siedzi, zawaliłam sprawy, więc jeszcze więcej nerwów, same trzęsienia ziemi w tym życiu. Gdyby ktoś tak za mnie zorganizował wyjazd. Daleko. Daleko. Może być aż do piwnicy w moim domu gdzie jest sauna i wanna z bąbelkami, tak bym mogła zaszyć się pod ziemią na kilka miesięcy, do wiosy. Idę się pakować.

Regina - OFF


Link 23.10.2007 :: 02:38 Komentuj (1)
Toksyczni ludzie nie są dobrzy. A dobro wcale nie wraca.

Biedna Klara Shumann - Maciej Woźniak


Link 11.10.2007 :: 21:16 Komentuj (0)
Klara Józefina Schumann, Clara Josephine Schumann (ur. 13 września 1819, zm. 20 maja 1896) - niemiecka pianistka i kompozytorka romantyczna. Żona Roberta Schumanna.

Klara Schumann urodziła się w Lipsku. Muzyki uczył ją ojciec, Friedrich Wieck, pierwszy raz wystąpiła publicznie w 1830. W 1832 roku wyruszyła z nim w swoją pierwszą trasę koncertową, podczas której zaprezentowała kilka samodzielnie skomponowanych utworów. W 1840 poślubiła wbrew woli ojca innego wybitnego niemieckiego muzyka Roberta Schumanna. Pełniąc obowiązki żony i matki siedmiorga dzieci, odsunęła karierę muzyczną na boczny tor. Jednak po śmierci męża w 1856 roku nabrała ona rozpędu. Aby utrzymać odpowiedni standard życia pracowała jako nauczycielka muzyki oraz organizowała regularnie trasy koncertowe po Niemczech oraz Europie. W latach 1878-1892 mieszkała we Frankfurcie nad Menem, gdzie objęła posadę nauczycielki gry na pianinie w tamtejszym konserwatorium Wśród entuzjastów jej talentów znalazł się później Edward Grieg.


http://pl.wikipedia.org/wiki/Klara_Schumann


Biedna Klara Shumann

Im bardziej cię nie ma, biedna Klaro Shumann,
tym bardziej jesteś mi bliska. Im więcej wokół
świata, z którego zostaje w nas raptem tyle,
co wody w durszlaku, tym bardziej nie potrafię
o tobie nie myśleć. Muzyka to zamknięta, lecz
przezroczysta trumna.Tym lepiej cię w niej
widać, biedna Klaro Shumann, im stajesz się
dalsza i bledsza i cichsza. W nocy słucham ballad
zakochanego w tobie nieszczęśliwie Brahmsa,
a ty w tej samej chwili, choć dwa wieki temu,
już na zawsze wybierasz wierność umarłemu,
już na zawsze wybierasz samotność. Kto wie,
być może aż tak ślepo kochać to jedyna szansa,
by kochać naprawdę, nieweażne jak absurdalnie
długo potrafi trwać twoje życie.


"...Słucham i czuję, jak dokładnie
teraz zastygła we łzie czsu, na zawsze wybierasz
wierność mężowi, który cię zdradzał ze wszystkim,
z czym umiał : z myzyką, potem z szaleństwem,
a w końcu ze śmiercią."


Jedno życie potrafi mieć różne interpretacje, na tym właśnie
polega twórczość naszych biografi.













Porządek


Link 11.10.2007 :: 00:24 Komentuj (0)
Wyrzucam mnóstwo papierów, mamy stare pamiętniki, mamy listy, pocztówki, zdjęcia, normalnie sprzątanie zajmuje ok. dwóch godzin, tymczasem u mnie trwa już drugi dzień. Z przeszłości jednak można się dużo nauczyć, o pewnych istotnych rzeczach czy wydarzeniach zapominasz, później nagle w niespodziewanym momencie zaglądasz i postanwiasz wszystko zmienić, bo kiedyś w podobnej sytuacji było lepiej lub gorzej.
Dla mnie to był osobisty sukces. Czuję się wolna. Szczęśliwa.Silniejsza niż zwykle. Jesień zawsze kojarzy mi się z wiosną. Ciekawe dlaczego???



Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl