regina at ownlog '06

kult barbarzyńców


Link 18.12.2007 :: 02:28 Komentuj (0)
Kultywowanie cierpienia / scena I/scena II/scenaIII/


- Oblałam II. rok studiów, będę musiała powtarzać – wydusiłam z siebie, po czym zaczęłam szukać kolejnych znajomych na portalu nasza-klasa, po czym równocześnie weszłam na jakąś hiszpańską stronkę, że to niby trudne tłumaczenie robię. Wizję miałam niesamowitą : Załatwić formalności, szukać pracy, albo i nie, odpoczywać, godzinami pisać, siedzieć w mieszkaniu w szaliku i bluzie, ohydnych czerwonych skarpetkach do kolan, pić szóstą kawę, ewnetualnie pójść na jogę, albo zacząć biegać o 6:00 rano, będę miała wolność, cokolwiek ona oznaczała, chociażby dużo więcej obowiązków, to byłyby one jednak innego format, być może bardziej zmuszające do odpowiedzialności, być może bardziej atrakcyjne, czułam się komfortowo z tą wiadomością.
Rodzice. Siostra. No co tu dużo pisać. Każdy młody człowiek może się domyśleć jak wyglądać może taka scena, jak irytujące mogą być w takim momencie pytania, częstotliwość ich powtórzeń aż zbyt drażniąca, próby przybicia emocjonalnego, wysiłek ażeby się opanowywać, bo tak naprawdę wiemy, że się nic nie stało, oni też to wiedzą, ale z wiadomych przyczyn nie mogą tego okazać, więc każdy z nas gra rolę. Obserwuję i w sumie tak musiało być, przeraziłaby mnie inna reakacja.
Idę na basen. Nieważne jest miejsce i czas, ważne, że dotykam wody, albo ona mnie i czuję się dużo lepiej. Później sauna. Rozmawiam z przyjacielem. O pierdołach i to mi się podoba. Wolność : powinnam swobodniej oddychać tymczasem, wychodzę i wydaję mi się, że mdleję.
Poddaję się temu uczuciu. Muszę uważać, kultywowanie własnej słabości ostatnio przerosło mnie i moje poczucie humoru. Właśnie ja o tym chciałam pisać. Wiadomo, jak każdy opisuje pierwszą fazę zakochania, ptaszki, kwiatuszki, ogólnie sraczka melodramatyczna. Że nigdy czegoś takiego nie przeżywałam, a jeśli już to trwało to to momentu w którym wytrzeźwiałam, a przynajmniej pozbyłam się kaca, to bardziej pogrążałam się w stadium miłości tzw. dojrzałej, a że było to dosyć niefortunne trafienie to tym bardziej się z tego cieszyłam. Bo wiadomo. Jak tu opisać nudnego frajera, który dzwoni do ciebie rano i mówi : kochanie czekam na dole z kawą i śniadaniem. Ileż to razy przypominałam sobie taką sceną. Ja przygarniam go zgłodniała i tak zamykamy się w tej sielance na kilka godzin, a nawet dni. Oczywiście to takie wszystko spontaniczne, żeby nic nie planować, ale wiadomo, że będzie.
Retrospecja. Mam 17 lat, jesień, zbliżają się moje osiemnaste urodziny, wstaję przeważnie około godziny szóstej, tym razem ktoś dzwoni godzinę wcześniej. – Halo….- poirytowana odbieram telefon. – To ja ( tutaj full dyskrecja, oczywiście on i tak wie, że to o nim mowa, więc w sumie powinnam mieć to w dupie). Pierwsza myśl to pójść spać, a później ściemniać, że się nie pamięta rozmowy, ale nie bo to młode jest, jeszcze zacznie śpiewać, matka nie znosi fałszu, siostra hałasu, a ojciec kogokolwiek z penisem w majtkach w pobliżu jego córki,
Więc bluza, myję zęby. – Czego? – wrzeszczę. Jak to czego? A słońce, a kochanie, a buziaczki, a prosiaczku i w ogóle żenada. Wracam do łóżka. Nie wiem, kto był bardziej wkurwiony ja czy on. W każdym razie to na pewno był koniec „ miłości”. Albo dzwoni kiedyś pewien kandydat i mówi tak, że skoro rodziców nie ma to wpadnie. To wpadaj. I tralalalal gadanie o niczym, bo o czym można w tym wieku rozmawiać i całowanie i takie tam inne. I nagle patrzę na zegarek. Kurwa, zawieź mnie na trening. – Facet gotowy. Pion i inne atrybuty, ogólnie wszystko nagle opada, tło ( tani romantyzm), bo rozwrzeszczana nastolatka musi być na treningu. Błagam panowie unikajcie tych ok. 30 ( w każdym zdaniu ukryte jest słowo dziecko) i tych nastoletnich ( w każdym słowie jest histeria). No a później trafia się typowy dupek. No taki nawet przerysowany, nie jakaś tam postać negatywna, raczej delikatna, tyle, że mało poukładana. Ogólnie to nikt, kim powinno się zajmować dłużej niż do momentu, kiedy nasze drogi się rozstają,ale bo to tu okazja, później tam, później przyzwyczajenie i taka nudna gra miłosna. I fajnie było, no kurewsko fajnie, wymyślać sobie po nocach, że gdyby on kochał jak tamci, gdyby on chociaż troszkę jak tamci był, odrobinkę dobry, może by tak powiedział chociaż, raz, ale naprawdę tylko raz kochanie, albo w ogóle kwiatka, najtańszego, ale żeby dał od siebie. Kultywowanie takie cierpienia jest nad wyraz przyjemne. Możesz opowiadać znajomych na jakiego to drania trafiłaś. Możesz innych na litość brać, mówić po drugiej butelce wina o sensie miłości, dzwonić o czwartej nad ranem do niego, wszystko możesz, takie upośledzenie jest usprawiedliwione. A już najlepiej w nocy. Jak ma inną, to płaczesz i możesz później o tym napisać, jak nie ma innej to myślić o tym, jaką mógłby mieć, albo która była lepsza. Nuda…..Jak piszę to ziewam,a co dopiero przeżywać w całości. A tak w ogóle to super jak już coś zrobi on dla ciebie miłego. A na drugi dzień spcecjalnie pierdolisz, żeby nie było za dobrze, bo co z kultem? Z misją???
Frajda.
Frajdą jest KULTYWOWANIE WŁASNEGO CIERPIENIA, w związku z tym mam poważny problem. Od miesiąca przeraża mnie moje dobre samopoczucie. Aż zastanawiam się, czy nie pójść do jakiegoś lekarza. Kopa: jemy dzisiaj w Dynii ( Dynia = przystojny kelner) i opowiadamy ( cenzura). Wchodzi Ala i wchodzi Adam, dyskusja trwa, a to o pomyśle założenia Interdyscyplinarnych Warsztatów Retorycznych, a to o romansach nagromadzonych po weekendzie, seks i inne sprawy. Wracam do mieszkania, czerwone skarpety : są. Szalik: jest. Kawa: jest. Redbull : jest. Tańczę sobie po pokoju, robię prezentację na angielski, bazgrzę jakieś pierdoły na blogu, rozmawiam o sylwestrze, jest przyjemnie, jeszcze nigdy tak nie było i się boję. Czyżbym zmieniła wiarę? Więc na chama próbuję sobie mój obiekt wizualizować i nie udaje mi się, później byłych tak dla zasady, tutaj obrazy są jeszcze dalsze, przyszłych, też nie wychodzi, więc nadal czytam, więc to już druga książka przynajmniej dzisiaj, byle do 5:00 rano. Naprawdę szczęśliwa. Da się. Kurwa no da się żyć bez miłości.


Załóż bloga

Archiwum

2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl